No tak, nie ma to jak pompowanie własnego ego poklaskiem pospólstwa. Vitav przedstawiał jednak ten obraz człowieka, który by dobrze funkcjonować musi być uwielbiany i doceniany. Najgorszy typ. Czarnowłosa mełła w ustach bynajmniej niepochlebne komentarze. A zapowiadało się takie spokojne popołudnie...
Słysząc jednak jak ten wyraźnie próbuje ją sprowokować kobieta mimowolnie się uśmiechnęła, zaś w jej oczach pojawiła się swoista dzikość. To nie było często spotykane.
-Profesjonalizm mówisz...? - Jej głos był niski, niemalże mruczący. Brzmiała jak puma zaraz przed skokiem na swoją ofiarę. Pociągnęła jeszcze jeden spory łyk piwa, po czym powiodła ręką po swym udzie, kolanie, łydce, aż z cholewy buta wyciągnęła nóż myśliwski. Niby od niechcenia zaczęła się nim bawić pozwalając, żeby od ostrza odbijało się blask świec z wiszących w karczmie latarni.
- Czyli mówisz, że Twoi łowcy potrafią upolować niemalże każdą wyśnioną przez ciebie zdobycz tak, by nie uszkodzić żadnych ważnych organów, a następnie oskórować je jeszcze na miejscu, spuścić krew i poćwiartować, żeby na miejsce trafił towar najwyższej jakości? Masz Panie niesamowite szczęście, skoro tacy ludzie dla Ciebie pracują.
Co jak co, ale ciężko szukać w okolicy lepszego myśliwego niż ona. Była tego świadoma, więc przytyki przemądrzalca nijak jej nie dotykały. Raczej trochę bawiło, że ten myślał inaczej. Ale nie ma co go wyprowadzać od razu z błędu. Niech się chełpi, a potem udławi własnym ego.
- Skoro jesteś taki szybki do mieszania trunków, to obyś równie szybko trzeźwiał jak rozrzucasz pieniądze wszędzie dookoła. Chyba, że lubisz losowe przygody w rynsztoku. - Bardziej chodziło o to, że jak zacznie sprawiać problemu to sama go wyrzuci za drzwi. Nie żeby Hort potrzebował w tym pomocy... ale nie odmówi jej tej przyjemności. W końcu zdążyli się polubić.
Karczmarz w końcu wrócił z zaplecza z tacą pełną strawy. Na talerzu leżała porcja świeżych warzyw, kromki podpieczonego chleba, zaś w miseczce gulasz z sarny. Gotowany zeszłego wieczoru miał idealną ilość czasu, żeby się przegryźć. Nic tylko się zajadać.
Horristen słysząc propozycje swego klienta uniósł wysoko brew do góry. Co jak co, ale do interesów miał smykałkę. Szczególnie w takich czasach trzeba było stale pilnować cen oraz jakości produktów, gdy niemal każdy podwykonawca kombinował jak mógł. Barczysty mężczyzna wziął się pod boki i spojrzał z góry na Vitava.
- Och, doprawdy? Musiałbym je zobaczyć. Skąd je sprowadzasz? Interesuje mnie też kwestia transportu. Niektórym dostawcom się już w głowie poprzewracało. Jaką stawkę oferujesz?
"Oho, to będzie ciekawe." Yrene uśmiechnęła się pod nosem.